6th August 2011 A.D.

As you might already know, I own a license to a Microsoft operating system which was preinstalled with my Fujitsu-Siemens (yep, a pair being long since defunct) ultramobile box. Unfortunately it didn’t work very well with this hardware since it liked to reboot itself every now and then, until it finally refused to boot at all.

Fortunately the Innotek, I mean Sun, I mean Oracle’s VirtualBox is able to handle Windows very well, including support for USB gadgets. In fact, if it weren’t for those USB drivers, I wouldn’t bother emulating that imperial system (apart from editing this note from Microsoft Word, but WTH). Thing is, I gave it insufficient disk space, as 25 gigabytes provides quite a challenge to handle the system partition nowadays. As I plan to have more data from my devices (more of them), I had to find a bigger boat. Saving space through the shared folder with host didn’t solve everything. So here’s what I’ve done:


Continue reading…

22nd February 2011 A.D.
So from time to time I use a linuxen gadu-gadu protocol (and Tlen, and XMPP, and IRC) client called ekg2. I could write lengthy document about my IM experience, but that would be somewhat out of scope. Thing is, this stuff has CLI which makes it extremally versalite like a swiss-army knife. Yes, there’s an interface for the Gimp Toolkit (GTK), but that’s a bonus like various UIs for Linux kernel configuration; visual aid…

How to log?

Well anyway, as for a geeky tool, this baby sports logging in plain text format with Unix timestamps! So unless you calculate that in your memory or have access to appropriate utilities, you’ll have difficulty with figuring out the time of all your chatting archives!

And you have to /dump each and every time the content of your window to have the text saved in a file appropriate to the argument of that command. Mess, but… hey! There comes the possibility to log stuff in a SQL database. Current choices are Oracle (sic!) and sqlite3.

The choice

Since I’ve heard good things about the latter, I thought it’s about time to make use of that. Unlike the usual SQL systems you don’t need to have a server to hold your data as everything sits in a file. So all in all it’s just bigger and more messy than your regular plain text. Why bother then?

Read on to see why…

24th November 2010 A.D.
W dzisiejszych czasach do blogowania można korzystać nie tylko z interfejsu WWW danej platformy, ale i ze specjalistycznych programów instalowanych na własnym komputerze. Paweł Wimmer opisał funkcjonowanie jednego z takich programów, Live Writer, wchodzącego w skład bezpłatnego pakietu Windows Live Essentials 2011.

Okazuje się, że popularny Microsoft Word również to potrafi, włącznie z zamieszczaniem obrazków i wykresów. Jego programiści postawili jednak na protokół WebDAV, ponieważ przy wybraniu alternatywnego FTP, Word bezczelnie informuje nas o braku wsparcia dla szyfrowania. Zaistniałą lukę można obejść… lokalnie.

Czytaj dalej…

23rd October 2010 A.D.
Dawno mnie tu nie było zatem daję o sobie znać ;-P

Niestety igraszki losu powodują, że człowiek nie jest tak dostępny, jakby chciał. Gdzie są te czasy błogiej młodości, gdy to można było robić cokolwiek bez zobowiązań? Oczywiście można i dalej bujać w obłokach, ale w tym wieku jest to już zaproszenie do niejakiego marginesu. Jednakże obecnie delektuję się słynnym L4 (ZUS ZLA). Ba, będę miał i dwa takie. Sęk w tym, że drugie wypisze szpital. Tamtejsza kadra dobrze mnie pamięta, wszak byłem tam niecały pół rok temu…

Temat szpitali jest długi i szeroki, dla niektórych pacjentów jest to stały element życia; tworzy się zatem ciekawe środowisko. No, przynajmniej dzieciom może się to wydawać szczególnie interesujące. Dla znacznie starszych osób pobyt w takim masochistycznym hotelu może stanowić wyrok.

1st October 2010 A.D.

Just because we can:

SmartArt

More about that later on…


26th September 2010 A.D.
Dziś będzie o kołach naukowych i tym podobnych organizacjach studenckich. Tak, jak i w pozostałych notatkach odnośnie studiów, temat zostanie ujęty dosyć ogólnie. Przeżyć to wypada samemu.

Na początek dygresja. Zwyczajowo niewiele piszę w języku polskim, ale gdy sprawy się mają do konkretnej lokalizacji (fizycznej, kulturowej) to nieustanne pisanie po angielsku byłoby zbyt ekscentryczne nawet jak na moją skromną osobę. Mowa jest o organizacjach w Polsce, zatem ad rem!

W poprzednim wpisie streściłem kwestię zajęć integracyjnych dla studentów pierwszego roku. Nie wspomniałem jednak o tym, że po zajęciach na auli nowicjusze mogli się rozejść bądź udać się na “wycieczkę” z przedstawicielami studenckich organizacji (była też mowa opiekuna roku, ale nie o tym tutaj). Co ciekawe większość osób została z nami; choć nie może to dziwić, gdy większość nie przyszła na zajęcia wcale. Wszak zajęcia odbywają się tradycyjnie od pierwszego października, a był przecież wrzesień…

Czytaj dalej…

22nd September 2010 A.D.
Tak się jakoś złożyło, że mam wyższe wykształcenie (obecnie ISCED na poziomie 5) zatem miałem taki okres w życiu kiedy byłem studentem. Studia, zwłaszcza stacjonarne (dzienne) to bardzo ciekawy okres w rozwoju młodego człowieka, o czym to można książki pisać. W tym miejscu chciałbym się jednak skupić na jednej rzeczy…

Za 9 dni rozlegnie się sławetne gaudeamus igitur w wykonaniu akademickich chórów, co oznacza, że wakacje (ew. wakacyjna praca) się skończyły i czas zastosować formułę 4xZ. Dla niektórych będą to pierwsze doświadczenia w nowym środowisku (niejednokrotnie poza szkołą i nową terminologią zmienia się również miejsce zamieszkania), co rodzi mnóstwo pytań. W odpowiedzi na zagubienie “pierwszych roczników” powstaje czasem coś takiego jak zajęcia integracyjne.

Takie coś ma zwykle miejsce pod koniec września (politechniki w tym czasie urządzają również zajęcia wyrównawcze, o czym może jeszcze kiedyś wspomnę), aby nie obciążać przy tym godzin przeznaczonych na terminowe wykłady i ćwiczenia. Zbierają się wówczas przedstawiciele uczelni, np. opiekunowie poszczególnych lat, RSS) i inni, oraz opowiadają nowicjuszom to i owo…

Pewnego roku zostałem zaproszony przez samorząd studencki do udziału w tymże projekcie. Było to kwadrans przed jego oficjalnym rozpoczęciem, a wyglądało to mniej więcej tak: przywitałem się z ekipą i przysłuchiwałem się razem z innymi co organizatorzy do powiedzenia, aż przyszła kolej na mnie. Ponieważ całe grono składało się z tzw. humanistów (tych doświadczonych, jak i aspirujących) to zaczęło się… sprowadzanie na ziemię. Wszakże ci, co przyszli stanowili garść z setek ludzi, którzy tysiącami wyjdą z taką, czy inną wiedzą mającą im pomóc w realizacji celów zawodowych.

Mówiłem, że wiele czasu spędzą na słuchaniu czegoś, co czasem będzie tyle przydatne, co zrozumiałe (interpretację pozostawiam czytelnikom) i warto będzie angażować się w życie studenckie. Wbrew obiegowej opinii nie chodzi tu o picie i spożywanie różnych dziwnych rzeczy, tylko bycie zorganizowanym. Udzielanie się w kołach naukowych, kontaktowanie się z innymi rocznikami (także na różnych kierunkach) chociażby poprzez oficjalne forum uczelniane, które wtedy prowadziłem wraz z socjologami i pedagogami ze studenckiego koła naukowego informatyki. De facto w kuluarach ktoś mnie ochrzcił Wielkim Bratem, co chociażby z racji “roku produkcji” mnie rozbawiło ;-)

Coby nie powiedzieć, społeczeństwo informacyjne. Żeby jednak nie dołować zbytnio słuchaczy faktem, że bez “walki” mogą pozostać bez szans to oznajmiłem, iż kierunek jaki wybrali jest czymś szczególnym… stylem, tudzież sposobem na życie.

Tak to mniej więcej wyglądało, choć świadkowie mogliby kiedyś wypełnić luki w mojej pamięci RAM. Szkoda tylko, że co bardziej wyrafinowane akcje minęły wraz z ich absolwentami. C’est la vie?

19th September 2010 A.D.
38 lat, 3 miesiące, 10 dni, 15 godzin, 43 minuty i 43 sekund. Jest to czas, jaki upłynął od 1 stycznia 1970 roku. Nie jest to czas dzisiejszy, ale czas wskazujący na 2 kwietnia 2008 roku, była to środa. Wtedy to forum pewnego portalu osiągnęło rekordową liczbę 75 gości.

Serwis ten powstał 6 lat temu pod nazwą MojPiotrkow.pl (MP) i był on jednym z pierwszych miejsc skupiających piotrkowskich internautów. Poprzedzał go jeszcze e-Piotrków.pl (Brooklyn), aczkolwiek niewiele niestety pamiętam z lokalnego podwórka tamtych lat. Były to czasy kafejek internetowych i potężnej dawki (de facto przedawkowania) IRC. A jeśli działo się coś ciekawego pod względem informatycznym, to bardziej w pobliskim Bełchatowie, gdzie prowadziłem wykłady dla BLUG w Młodzieżowym Domu Kultury “Piwnica”.

Cyberprzestrzeń wydawała się wtedy znacznie ciekawsza, zasadniczo to nadal się wydaje. Niemniej jednak trzeciego marca 2005 roku zostałem zaproszony do współpracy przez właściciela MP, przedsiębiorstwa weselnego Orange Cinema. Misja była prosta: dostosować starzejący się silnik CMS napisany w języku PHP, PHP-Nuke, do ówczesnych standardów. Co ciekawe, wcześniej było to Mambo (poprzednik popularnej Joomla!), z którego została tylko ikona w pasku adresowym, tzw. favicon.

Po drodze pewien człowiek proponował swoje usługi uznając, że potrafi zrekonstruować portal Onet.pl w przeciągu kilku tygodni. Nie został jednak przyjęty, przeszedł więc do konkurencji, ale w 2006 roku Brooklyn jako portal informacyjny już nie istniał. Pojawia się za to postać pewnego DJ’a. Osobnik ten stał się właścicielem Radia Ławeczka oraz portalu piotrkowianie.com, oba zorientowane na młodzież. Wtedy to “pan z onetu” i “pan DJ” nawiązali współpracę. Trudno to było nazwać konkurencją, kiedy to ich serwis kopiował zdjęcia z galerii MP bądź też cytował teksty innych serwisów bez podawania źródeł. Takie, i inne kwiatki typu prowadzenie anonimowych ankiet, ukrywanie niewygodnych wątków na forum, o rażących błędach ortograficznych nie wspominając – ostatcznie doprowadziły do upadku Piotrkowian.

W międzyczasie do akcji wkracza podmiot komercyjny w postaci portalu ePiotrków.pl będącego częścią przedsiębiorstwa medialnego, do którego należy m.in. Radio Strefa FM i Tydzień Trybunalski. Trochę więc czasu zajęło właścicielowi, aby zainteresować się tematem. Tutaj również “pan z onetu” znajduje zajęcie i po wielu zmianach w terminie realizacji serwis rusza na dobre.

Niestety MP nie dotrwało do dalszych zmian, gdyż załoga musiała się realizować zawodowo toteż zaczęły się oszczędności. Jedną z metod było przejęcie domeny na rynku wtórnym (nie lubiłem tego od momentu, kiedy o tym słyszałem) co na skutek nieporozumienia z pewnym serwisem doprowadziło do przejęcia adresu internetowego portalu przez osobę trzecią.

Co ciekawe, ustaliłem, iż nowym właścicielem domeny okazał się nikt inny jak ów odrzucony “pan z onetu”; który na dodatek okazuje się być członkiem studenckiego koła naukowego, które za swoich czasów studenckich tworzyłem z grupą socjologów. Było ono kontynuacją SKN “Virus”, które to nadal widnieje na stronie zasług dla polskiej załogi OpenOffice.org ;-)

Pomimo, iż ów osobnik wspominał, że łączyć swoich projektów z domeną MP nie będzie, to obecny serwis jest agregatorem treści dla ePiotrków.pl oraz Dziennika Łódzkiego. Tak zatem wygląda tło historyczne piotrkowskich portali, plebiscyt życzliwości i niechęci…